Kolejny dzień i kolejna obserwacja tego jak zachowują się niektóre osoby. Tym razem padło na palaczy. Jak co rano wyszłam z domu i poszłam na przystanek. Tam wśród pary wydobywającej się z ust zmarzniętych oczekujących dało się także poczuć dym z papierosów. Niby nic ale przy -20 stopniach mrozu drażni nos o wiele bardziej niż zwykle. Ale to w zasadzie nie stanowi sedna problemu. Bo tacy palacze stoją zwykle poza obrębem przystanku więc ok. niech ich będzie.
Wsiadłam sobie do autobusu i po tradycyjnym staniu w korku, udało mi się dojechać do miejsca przesiadki. I tu palacz, a raczej palaczka w wieku ok. 20 lat zaskoczyła mnie po raz pierwszy. Stojąc przy drzwiach, w jeszcze jadącym autobusie sięgnęła po papierosa i włożyła go do ust. Zaraz po tym nastąpiły poszukiwania zapalniczki. I tak stała z papierosem zwisającym jej z kącika warg, przetrząsając najpierw kieszenie, później torebkę z coraz bardziej rosnącą irytacją. Po tym jak autobus rzucił ją na innego współpasażera, postanowiła mocniej trzymać się poręczy, ale nie przerwała poszukiwań. I wreszcie udało się, w dłoni pojawił się przedmiot o charakterystycznym kształcie. Tak oto gotowa do dalszej drogi czekała na dojazd do ostatniego przystanku. Kiedy autobus się zatrzymał wystawiła stopę na zewnątrz i drżącą z zimna dłonią odpaliła papierosa, dla niej życie znów stało się piękne, a reszta pasażerów próbowała na nią nie wpaść, i jednocześnie nie nałykać się śmierdzącego dymu. Tak się złożyło, że szła dziewczyna skierowała się dokładnie na ten sam przystanek co ja więc szłam za nią. Droga od jednego do drugiego przystanku to jakieś 50 m, więc nie zdążyła wypalić dużo, bo zaraz po tym jak na niego doszłyśmy podjechał tramwaj – wsiadła do tego samego numeru co ja. Przed wejściem zaciągnęła się jeszcze ostatni raz, wyrzuciła niedopałek, a cały dym wypuściła ze swoich płuc już w pojeździe. Po prostu rewelacja. Może to zabrzmieć dziwnie, ale zastanawiała się czy cała historia powtórzy się kiedy znów będzie się szykowała do wyjścia.
Po przejechaniu kilku przystanków, tym razem w dużym ścisku, zaczęła się wiercić nerwowo. I znów powtórzył się wcześniejszy schemat. Papieros, szukanie zapalniczki, szybkie wyjście z tramwaju i odpalenie papierosa. Tym razem jednak nie była sama. Podobnie zachowała się jeszcze kilka osób, co na małej przestrzeni przystanku zaczęło być problemem. Bo trudno manewrować w kilkudziesięcioosobowym tłumie, uważając jednocześnie na tramwaj, tory, i próbując ominąć palaczy, a co za tym idzie chmury gryzącego i drażniącego na mrozie dymu. Czy naprawdę nie są oni w stanie wytrzymać i przejść tych kilka metrów dalej?
Co lub kto w takim razie nimi kieruje? Trudno sobie wyobrazić, że tłumaczenie „palę bo lubię, bo sprawia mi to przyjemność” sprawdzał się w tym przypadku. Bo jaką przyjemnością jest trzymanie papierosa gołą i trzęsącą się dłonią przy -20 stopniowym mrozie. Wdychanie tak lodowatego powietrza też nie należy do rzeczy przyjemnych. Czy w takim razie takimi osobami nie kieruje już nałóg, chęć zapalenia jest dla nich tak silna i dominująca, że mimo rozsądku zatrzymują się i palą. Wolą marznąć i odmrażać sobie palce, wdychać lodowate powietrze do płuc niż wytrzymać bez papierosa kolejne 5 minut. Rozumiem, że silna wola konieczna jest do rzucenia palenia, ale chyba niepalenie przez godzinę czy dwie, nie powinno stanowić nadludzkiego wysiłku. Jeżeli tak jest, to znaczy, że to nie my decydujemy o tym co robimy i jak się zachowujemy. Kontrolę przejął nad nami nasz nałóg.
Więc może spróbujcie małymi kroczkami z nim walczyć. Nie palcie na mrozie, nie zapalacie papierosa zaraz po wyjściu z autobusu, tramwaju czy samochodu. Pomyślcie o tych którzy nie palą, tak jak np. ja lub o tych, którym wasze bezmyślne zachowanie po prostu przeszkadza.
~Radek
2 Luty 2012 o 14:18
Sam kiedys palilem i z perspektywy czasu msle, ze to glupota. Z czasem czlowiek pali coraz wiecej i pali bo sie przwyczail i to nawet nie do tego, ze musze zapalic, ale ze z rekoma nie mialem co zrobic.
. Rak krtani, pluc…. bleeeee.
Po za tym jak do idiotycznie wyglada, stoi czlowiek gdzies rogu z jakims czyms przy ustach… LOL
Trudno powiedziec, zeby palenie bylo zdrowe. Czlowiek sie gorzej czuje, brak apetytu nic nie smakuje, brak energii. Niech jakis palacz pobiega przez 5 min
~Beata
6 Luty 2012 o 08:01
Z tym brakiem apetytu to bym się nie zgodziła, nie każdy musi tak mieć. A tak nawiązując do wypowiedzi tej pani o zmarzniętych rękach to można to robić i w rękawicach. Osobiście też palę ale w takiej sytuacji kiedy mam 5 minut do następnego autobusu to nie odpalam kolejnego. I zawsze poza obrębem wiaty przystankowej. Pozostaje powiedzieć – no cóż, są różni ludzie, nie każdy niestety liczy się z innymi.
~Krzysiek
6 Luty 2012 o 06:35
ja zawsze pytam: „czy zakaz palenia na przystankach Pani nie obowiazuje?” jak skacze to mówię, żeby się zastanowiła bo mam tutaj co najmniej tuzin niepalących świadków, którzy w razie wezwania policji potwierdzą moją wersję. Pomaga. Ludzie dziwnie patrzą, ale mam to gdzieś.
~jan
6 Luty 2012 o 07:03
Zwrócenie uwagi osobie palącej z reguły kończy się na eksplozji jej nienawiści do innych .Osoby palące to ewidentne samoluby , bo jak nazwać matkę która pali przy swym dziecku ?
~yoga
6 Luty 2012 o 07:07
Witam, doskonale Ciebie rozumiem, nie palę uprawiam sport, ale w pracy (a pracuję po 12h) mam styczność z palaczami. Człowiek śmierdzi całym dymem po dniu pracy, ale co tam ubranie a ZDROWIE??? Pracuje w państwowej instytucji gdzie kontrole sanepidu, bhp nic nie dają wiadomo znajomości, mimo tego, że ustawa anty nikotynowa obowiązuję już dobry czas dużo pracodawców ma to daleko w d… i się do niej nie dostosowuję. Łączę się z Tobą w bólu całym sercem:) Jak palacz chce się truć to niech się truje, ale niech nie zatruwa innych ludzi…
ps. możesz mi na maila wysłać linka bo nie wiem czy tu jeszcze trafie:P
~Tomek
6 Luty 2012 o 07:23
Duży procent palaczy to ignoranci . Myślą tylko o sobie. I te głupie żarty , że wędzone dłużej leży itd. Kiedyś przez trzy lata walczyłem z nimi w pracy , żeby wychodzili zapalić a nie truli mnie paląc w pomieszczeniu gdzie razem pracowaliśmy .
~Martin
6 Luty 2012 o 07:32
Palenie to głupota,szkoda kasy i zdrowia,sprawdź rewolucja w onkologii,Polecam!
~Iwona
6 Luty 2012 o 07:44
Dobrze, że poruszyłaś ten temat! Od wielu lat walczę z takim zachowaniem palaczy, ale rzadko spotykam się ze zrozumieniem… Z reguły ludzie odpyskują i drwią. A ja się po prostu duszę od dymu! Wkurza mnie, że oni jeszcze twierdzą, że są dyskryminowani!…
I jeszcze jedna rzecz – nigdy nie zdarzyło się, żeby paląca koleżanka powiedziała ” ty nie palisz, to chodźmy do knajpki, gdzie się nie pali”… ZAWSZE słyszę „tam nie idziemy, bo tam nie wolno jarać”! Smutne
Pozdrawiam serdecznie
~Olgierd
6 Luty 2012 o 07:52
Prawo które chroni niepalących jest martwe.
Wyrzucanie petów na ulicy, palenie przed sklepami, na przystankach, na klatkach schodowych jest typowym zachowaniem palaczy. Dla mnie znamiennym przykładem jest zachowanie ekspedientki z cukierni, która mijam każdego dnia. Kupowałem tam ciastka do pracy aż zauważyłem, że pani sprzedawczyni przed moim zakupem raczy się papierosem. Dziękuję za ciastka i obsługę. Nadmienię, że zwróciłem tej pani uwagę na efekt palenia i sprzedawania cista ale mam wrażenie, że nie załapała niuansu!!!?
~Iwona
6 Luty 2012 o 08:10
Hej, dlaczego usunęłaś mój komentarz?? Co napisałam nie tak???
~Iwona
6 Luty 2012 o 08:11
A nie, przepraszam!
) Moderacja
~malajka
6 Luty 2012 o 08:14
Palę, ale dym papierosowy zawsze wyczuwam i nieraz mi przeszkadza. Ale przy -20 stopniach to wcale mi tak bardzo nie śmierdzi, za to już przy +20/+25… Brrr, koszmar.
Lepsza historia – jechałam na uczelnie tramwajem, w pewnym momencie poczułam zapach dymu. Dwie gówniary w wieku na oko gimnazjalnym paliły papierochy we wnętrzu pojazdu…
~Krzysztof
6 Luty 2012 o 08:16
Bardzo irytyjacy sa tez palacze wychodzacy na zewnatrz. Poniewaz w budynkach nie wolno palic, spragnieni palacze musza znalezc miejsce na swoje potrzeby niezaleznie od pogody. O ile w cieple dni wedruja gdzies w poblizu sklepu/miejsca pracy, to w deszczowe oraz mrozne dni klebia sie razem ze swoim dymkiem krok za drzwiamy wejsciowymi. Tak wiec osoby wychodzace lub wchodzace do budynku musze sie przedzierac przez kleby dymu. Najgorsze jest kiedy ide z dziecmi na zakupy. Aby dostac sie do sklepu nalezy biegiem przeslizgnac sie miedzy palaczy, aby swoje pociechy nie narazac na niepotrzebne opary.
Moze warto by bylo rozszerzyc zakaz palenia rowniez o 10m od wejsc.
~Dzidal21
6 Luty 2012 o 08:18
wszystkim palącym na przystankach,czy klatkach schodowych życzę pomyślnych lotów w zaświaty….w rakotwórczych męczarniach….
~Marta
6 Luty 2012 o 08:23
Palą bo tak „karze” im nałóg. Uważam, ze takiej osobie jak ta dziewczyna powinno zwrócić się uwagę. W pojazdach się nie pali, zwłaszcza jeśli jest to komunikacja miejska. Jest zakaz palenia w nich i za to grozi mandat. Bez skrupułów bym taką delikwentkę wypchnęła za drzwi i tyle.
~Marta
6 Luty 2012 o 08:24
No dobrze… Wybacz ale stane po stronie palaczy. I tak jestem sama nalogowa palaczka
Fakt jest , ze staram sie nie palic przy osobach niepalacych , w domu w ogole nie pale bo jest malutkie dziecko itp. Ale drazni mnie nagonka na palaczy. Brak pubow dla palaczy, itp. Jesli musze juz wyjsc z pubu , zeby sobie przed nim zapalic to staje w miejscu , gdzie wlasciciel pubu postawil popielniczke – a nic nie poradze na to , ze zrobil to dokladnie przy wejsciu do tegoz to pubu. I w tym momencie jesli ktos kreci nosem na moj dym zaczyna mi to dzialac na nerwy. Palenie w miejscach ” zamknietych” jest przewaznie zabronione, w otwartych wlasciwie tez. Jeszcze niedlugo nie bedzie pewnie mozna zapalic we wlasnym domu bo przeciez ten paskudny dym to przez okna i wywietrzniki wychodzi… Po woli zaczyna to wygladac jak calkiem niedawna dyskryminacja osob czasnoskorych…. Biala linja na podlodze i zakaz wstepu…
~klaudia
6 Luty 2012 o 08:36
Tak sobie czytam i nie wierzę jak mocno napiętnowani i prześladowani są ludzie palący. To takie modne być anty-smoking… Nie chcesz, drażni Cię to??? Nie wąchaj, nie pal!!! Nikt mi nie każe wąchać smrodów Twojej pachy, czy okropnych perfum, kiedy stoisz obok… Na wymioty dziś rano zbierało mnie w tramwaju, jak stałam obok sąsiada zalatującego przetrawionym alkoholem z całego weekendu. Nie prawiłam mu morałów, jest dorosły i choć wyrządza więcej zła jak pije, niż ja jak palę, to ja jestem ta napiętnowana, śmierdząca… Nienawidzę alkoholu, ale wychodzę do knajpy ze znajomymi, którzy piją. Im wolno wypić, nawalić się, wrzeszczeć, śmierdzieć i cholera wie co jeszcze, a mnie nie wolno sobie zapalić, bo wstawiona blondyneczka wybełkocze mi, że jej kaszmirowy sweterek przesiąknie dymem… Żenujące
~Marta
6 Luty 2012 o 09:07
Dziekuje za slowa poparcia
A moze tak po prostu wprowadzic puby tylko dla palacych ? Chociaz to znow przypomina mi te podzialy na bialych i kolorowych….
~RRRR
6 Luty 2012 o 14:54
Nie cierpię pijaków, ale palacze jednak okropnie smierdzą, a dym, np. na klatce schodowej czy przystanku jest straszny !!!!!!!!!!!!
~Mariola
6 Luty 2012 o 08:41
tak, mnie tez drażni człowiek, który wypuszcza całą zawartość dymu w swoich płucach do autobusu lub tramwaju, ostatni mach przed wejściem, fuj
~Marcin
6 Luty 2012 o 08:42
Nigdy na szczęście nie wpadłem w ten paskudny nałóg i nie potrafię sobie wyobrazic doznań palacza będącego „na głodzie”. Niemniej uważam, że ludzie obarczeni tym nałogiem powinni poczuwac się do winy palenia i z wyrozumiałością patrzec na niepalących. W przeciwieństwie do alkoholu czy nawet narkotyków branych doustnie, donosowo, czy dożylnie – palenie czegokolwiek jako jedyny nałóg zagraża osobom z otoczenia. Nie musimy truc się razem z nimi.
~Mirror
6 Luty 2012 o 08:43
Miałem w bloku sąsiadkę, która nie potrafiła z pierwszego piętra wyjść przed klatkę nie odpalając kiepa jeszcze w budynku. Zwróciłem uwagę raz, pomogło zaledwie na kilka dni. Z kolejną uwagą cierpliwie zaczekałem na sytuację, w której było kilkoro sąsiadów w zasięgu słuchu i powiedziałem tak „Nawet największy ćpun potrafi się dowlec do kibla i dopiero tam dawać sobie w żyłę, żeby nie robić wiochy na środku chodnika”. Świadkowie omal nie zakrztusili się próbując powstrzymać parsknięcie śmiechem, a kolor twarzy palaczki przybrał barwy firmowe Marlboro. Od tego czasu minął ponad rok i ani razu nie widziałem, żeby zapaliła na klatce. Na Polaka żadne metody behawioralne nie działają tak skutecznie jak publiczna kompromitacja.
~AAA
6 Luty 2012 o 09:00
Od dosyć dawna (od kiedy produkcją papierosów zajęły się megakorporacje) do papierosów dodaje się substancji mających za zadanie uzależnić palacza. Sam tytoń nie jest uzależniający.
~InnyRadek
6 Luty 2012 o 09:02
A mnie zastanawia, czemu ktoś oburza się na smród papierosa na przystanku, a jednocześnie nie przeszkadza mu smród z rury wydechowej. Jest zima, można sobie obejrzeć kolor śniegu wzdłuż ulic. To jest prawdziwa plaga. Ale papieros jest taki medialny, tak fajnie można sobie podworować z nałogowców.
PS. Nie chcę gloryfikować bezmózgów, którzy palą sobie pod wiatą w obecności kilkunastu innych osób lub dmuchają dymem do wnętrza autobusu. Cóż, nie każdy został dobrze wychowany i co rusz można spotkać jakiegoś idiotę, który nie jest przystosowany do życia w mieście. W różnych sytuacjach, nie tylko tytoniowych.