Tak się zastawiałam i doszłam do wniosku, że jako posiadaczka psa jestem na cenzurowanym, a w niektórych okolicznościach mogę poczuć się dyskryminowana.
Zacznę od czegoś tak banalnego jak spacer z psem. Wychodzę ze swojej klatki i wchodzę na podwórze budynku, w którym mieszkam. Sorbet mimo tego, że jest już całkiem sporych rozmiarów, to jest jeszcze szczenięciem, a co za tym idzie nie podnosi nogi przy sikaniu. Jak to mówią sika po damsku, albo telemarkiem. A tymczasem sąsiadka, która wyszła za mną z klatki, mówi, że ma nie sikać na drzewko. Grzecznie odpowiadam zatem, że tego nie robi. W odpowiedzi słyszę „Widziałam i też miałam psa”. Z takim argumentem, nie będę dyskutować, a na głos mówię tylko „Chodź sorbet, pójdziemy poszukać jakiegoś cyrku, bo jako jedyny pies na świecie sikasz nosem”. Kobieta nic nie odpowiedziała i poszła. Nie chciało mi się kobiecie tłumaczyć, że żeby nasikać na to drzewko musiałby na nim siedzieć. Ale no cóż z niektórymi nie warto dyskutować.
Tak więc wychodzimy sobie poza teren budynku gdzie Sorbecik w ustronnym miejscu może załatwić wszystkie swoje potrzeby. Uzbrojona w zestaw woreczków próbuję po nim posprzątać. W przypadku Sorbeta nie jest to takie łatwe, bo kiedy skończy robić swoje oddala się z miejsca żwawym krokiem z miną niewiniątka. Kiedy uda mi się już zebrać psią kupę, idziemy dalej, a ja rozglądam się za śmietnikiem. Podobno miarą kultury człowieka jest też to, jak duża odległość pokonuje niosąc śmieć w dłoni. Jeżeli tak jest rzeczywiście to mi należy się nagroda za cierpliwość. Kiedy wreszcie docieram do pierwszego lepszego kosza, upycham w nim woreczek i sprawa załatwiona. Zdarza mi się, że kiedy wychodzę z Sorbetem to zrobi kupę na trawniku przed jakimś budynkiem. Wtedy mam wrażenie, że w moją stronę kierują swój wzrok wszyscy przechodzący w okolicy ludzie. Posprząta czy nie? Z mojej perspektywy wygląda to wówczas dość komicznie. Pochylam się po kupę Sorbeta a tymczasem na tym samym trawniku leżą już inne kupy pozostawione przez innych przedstawicieli psiej nacji. Ale trudno, niestety nie zmieni się mentalności właścicieli psów z dnia na dzień. Szkoda tylko, że na cenzurowanym są wszyscy właściciele czworonogów.
W słoneczny dzień, nawet najmroźniejszy, chętnie wybrałabym się z Sorbetem do parku. Niestety nie mogę. Parki jak wiadomo dla psów są niedostępne. W większości parków w mieście nie można nawet usiąść na trawie, więc czego ja tutaj oczekuję. Przejście się parkową alejką jest dostępne dla osób które piją – wystarczy owinąć butelkę papierem albo palą – od świeżego powietrza boli głowa, a przecież dym nikomu nie przeszkadza. Nie ważne, że przeszkadza to innym. Jednak wejście z psem jest zabronione. Dlaczego? Tego nie rozumiem. Przecież pies niczego nie zniszczy, a prowadzony na smyczy jest pod stałą kontrolą właściciela. Może gdyby panowie „ochroniarze” z parku nie przesiadywali całymi dniami na parkowej ławeczce, albo z uporem maniaka nie wyganiali siedzących na trawie osób, mogliby skupić się na dbaniu o to aby każdy kto wejdzie do parku z psem, po nim posprzątał. Niestety jak na razie to jest zbyt skomplikowane.
Innym objawem dyskryminacji osób z psami jest podróżowanie z naszym czworonogiem. Kiedy Sorbet miał 4 miesiące, od pana w autobusie usłyszałam, że powinnam krótko go trzymać, bo jeszcze mi się wyrwie i wszystkich pogryzie. Faktycznie, każdy pies to krwiożercza bestia, która pragnie ludzkiej krwi. Ale to już temat na inny wpis.
Podobnie wygląda kwestia podróżowania z psem pociągiem. Zaczyna się już przy kasie, od zakupu biletu dla psa, który ze swojej strony nazywam „psim biletem”. Bo co taki bilet gwarantuje? Miejsce na podłodze tuż pod nogami właściciela. Nawet wykupując dodatkowe miejsce w przedziale, i tak muszę kupić bilet dla Sorbeta. Jeżeli ma się szczęście to w przedziale trafi się na osoby, którym obecność psa nie będzie przeszkadzała, jednak nie zawsze tak jest, a wtedy nie ma nawet szansy na ściągnięcie psu kagańca, bo „jeszcze się rzuci”. Dziwne jest tylko to, że taka opinia dotyczy dużych psów, które budzą respekt już samym swoim wyglądem, a z doświadczenia wiem, że to właśnie te małe psy atakują jako pierwsze i często bez ostrzeżenia. Ich psychika zbudowana jest tak, że jako mniejsze, muszą zaatakować szybciej bo większość rzeczy dookoła nich im zagraża. Nie raz obserwowałam na spacerze, jak niezaczepiony york czy inny maltańczyk zaczyna ujadać bez powodu. Duże psy zwykle je tylko ignorują, patrząc z politowaniem na krzykacza.
Z psem nie można też wejść do większości kawiarni czy restauracji, o sklepach nawet nie wspominam, bo informujące o zakazie wejścia nalepki, przyklejone są na drzwiach wejściowych. Wiosną czy latem, można usiąść w ogródku przy lokalu, a czasami nawet dostać dla pupila miskę z wodą, ale to cały czas są tylko wyjątki. Czekam zatem na rozpoczęcie sezonu „ogródkowego” aby podczas spaceru z Sorbetem móc także coś zjeść, a nie tylko wziąć kawę na wynos w zaprzyjaźnionej kawiarni, do której mogę wejść na chwilę razem z nim.
Całe szczęście, że ze względu na swoją rasę, wzbudza we wszystkich pozytywne emocje już samym swoim wyglądem.
~Kasia
9 Luty 2012 o 14:10
To powiem Ci, że podobnie czują się palacze (nawiązując do którejś z poprzednich notek). Ja osobiście bywam paląca (przy rozsądnych temperaturach na dworze), ale jakoś jeszcze z „młodości” został mi nawyk ukrywania się w podwórkach i zakątkach – dawniej przed wścibskimi sąsiadkami, a teraz już poniekąd z przyzwyczajenia, a poniekąd, żeby nie dymić na przechodniów. Ludzie się na mnie czasem dziwnie patrzą, bo kiedy ktoś koło mnie przechodzi, przekładam papierosa do „dalszej” ręki i staram się chociaż trochę odsunąć. Generalnie nie mogę sobie nic zarzucić odnośnie dymienia na ludzi, bo jak już znajdę spokojny zakątek, gdzie nikogo nie ma, oddalony od okien i suszącego się prania i ktoś postanowi koło mnie przejść, to przecież nie będę uciekać. Ale Twoim zdaniem prawdopodobnie jestem taka sama jak wszyscy palacze, śmierdzę, dymię i zanieczyszczam powietrze.
Dokładnie ta sama zasada działa w wypadku właścicieli psów. Ja osobiście za psami nie przepadam. Są ok, jak mają budę na wsi koło domu i mogą sobie swobodnie biegać po dużym terenie właściciela. W mieście – zdecydowanie nie. Odnośnie barów, kawiarni i sklepów – Nie możesz czuć się dyskryminowana. Takie są prawne wymogi. Sanepid może zamknąć sklep lub restauracje jeśli będą do niej wpuszczane zwierzęta. I to wszystkie tak samo pies, kot, koń, świnka morska, papuga, czy chomik. Tak jest i już, więc miej świadomość, że „zaprzyjaźniona kawiarnia” bardzo dużo ryzykuje wpuszczając Cię z psem.
A co do zakazu „parkowego”. Z całym szacunkiem, ale przynajmniej 85% psów śmierdzi. Jako właścicielka albo tego nie czujesz, albo Ci to nie przeszkadza, ale zapytaj kogoś znajomego, kto psa nie posiada. Psy niestety śmierdzą i nic się na to nie poradzi. A im ładniejsza pogoda (ciepło, słonecznie) tym śmierdzą bardziej i na większą odległość je czuć. A co do sprzątania kup po psach. No niby fajnie, ale w parku, gdzie bawią się dzieci średnio będzie kogoś interesowało, czy Ty tą kupę podniosłaś, czy nie, bo bakterie, robaki czy inne żyjątka psiego pochodzenia będą się w tym miejscu rozwijać nawet do pół roku i tam pozostaną, więc dziecko które się tam np. przewróci jest narażone na choroby tak samo, jakby ta kupa (czy mocz) tam cały czas były. To tak jak z toaletą – niby spłukana, niby nawet umyta płynem antybakteryjnym, ale jak pierścionek spadnie to rękę się tam bardzo niechętnie wkłada i tylko w skrajnej desperacji. A dla mnie prywatnie szczytem wszystkiego jest obcy pies, nawet na smyczy i z kagańcem, podbiegający do mnie na ulicy. Co z tego, że właścicielka mi mówi, że jest niegroźny, skoro mam później cały płaszcz ocharkany i osmarkany psią śliną i do tego błotniste ślady łap na butach i spodniach. Z całym szacunkiem, ale mało który palacz podbiegnie do Ciebie i dmuchnie Ci dymem w twarz z premedytacją, a psy niestety nie wiedzą, że nie powinny obsmarkiwać obcych śmierdzącą śliną.
To tak w ramach nieco innego punktu widzenia.
~Piotr
9 Luty 2012 o 14:46
To czy pies śmierdzi zależy głównie od tego czym jest karmiony, wystarczy przejść się obok półek w supermarkecie z tanią psią karma, tak samo później śmierdzi nasz pies. Ponadto w Polsce są restauracje czy kawiarnie, do których można wejść z psem i sanepidowi nic do tego. Nie szukając daleko, za Niemiecką granicą z psem można wejść praktycznie wszędzie, także do sklepu czy księgarni i nikomu to nie przeszkadza. Z tymi bakteriami to już przesada. Więcej bakterii jest w piaskownicy, w której załatwiają się koty czy na ławce na której wcześniej siedzieli bezdomny. Kontakt z zadbanym psem jest o wiele zdrowszy. Ciekawe jak traumatyczne przeżycie ze śliniącym się psem ciebie spotkało, ale to nie wina psa, to od właściciela zależy na co psu pozwala. W miejscach publicznych pies na smyczy i w kagańcu nie miał prawa się do ciebie zbliżyć. Ale nie można obwiniać wszystkich. Widać, że nie jeździsz komunikacją miejska, nie raz zdarzyło mi się, że palacz wydmuchał mi dym prosto w twarz wsiadając do autobusu. Z dwojga złego wolę już być obśliniony przez psa.
~Kasia
9 Luty 2012 o 16:04
Co do sanepidu:
Rozporządzenia (WE) Nr 852/2004 Parlamentu Europejskiego i Rady w sprawie higieny środków spożywczych, załącznik II rozdział IX pkt 4: muszą istnieć odpowiednie procedury, aby zapobiec dostępowi zwierząt domowych do miejsc, gdzie żywność jest przygotowywana, przetwarzana lub składowana. (wg. przygotowywanej nowelizacji, dopuszczać się będzie psa przewodnika osób niewidomych a to i tak pod warunkiem specjalnie przystosowanej sali). Dalej:
§ 9 Rozporządzenia Ministra Zdrowia z dnia 17 lutego 2004 r. w sprawie szczegółowych wymagań sanitarnych, jakim powinny odpowiadać zakłady fryzjerskie, kosmetyczne, tatuażu i odnowy biologicznej (Dz.U. 2004 nr 31 poz. 273) niedopuszczalne jest wprowadzanie zwierząt do zakładu kosmetycznego itp.
To, że niektóre restauracje na to pozwalają, to albo mają specjalnie wydzielone miejsce dla zwierząt, albo robią to na własne ryzyko – JEST TO NIE ZGODNE Z PRAWEM i już. Nie ja to wymyśliłam.
To, że w innym kraju jest inaczej – krajowe przepisy mogą doprecyzowywać unijne rozporządzenia – nasze tego nie robią, więc jest tak.
Swego czasu spędzałam nawet po 5 godzin na dobę w komunikacji miejskiej. Tacy palacze się zdarzają, ale zdarzyło się też, że jesienią w tramwaju skoczył na mnie ubłocony bernardyn – sorry, ale generalizować można i palaczy i właścicieli psów. Nie spotkało mnie „traumatyczne przeżycie” tylko spotyka mnie to przynajmniej raz dziennie jak wychodzę z domu (w mojej okolicy mieszka bardzo dużo psów, a czego 3 wielkie w moim bloku)
Co do bakterii, to myśl sobie jak chcesz – Twoja sprawa – unoszenie się honorem nie zastąpi rzetelnej wiedzy. Poczytaj trochę na co się najczęściej dzieci odrobacza i jakiego pochodzenia są to drobnoustroje. Co do bezdomnych – Znasz jakiegoś osobiście? Ilu poznałeś? Kto Ci daje prawo obrażania ich? Pomijam, że na płaskich powierzchniach (ławki, poręcze, nawet chodniki) drobnoustroje nie mają odpowiednich pożywek, żeby przetrwać.
Co do kwestii smrodu – papierosy też bywają pachnące (polecam powąchać wiśniowe diarumy),co nie zmienia faktu, że większość śmierdzi. U psów taka sama zależność.
Co do właściciela – papieros też „sam” na Ciebie nie dymi – wszystko zależy od człowieka i o tym właśnie mówimy. Już poprzednio napisałam, że „pies nie wie, że nie powinien tak robić”. Co nie zmienia faktu, że większość właścicieli reaguje w sposób „to urocze… Polubił Panią”.
Ja nie krytykuję ani psów, ani właścicieli psów. Chciałam tylko wykazać, że łatwo się czepiać słabości innych, nie dostrzegając swoich własnych. No, bo niby z jakiej „paki” można się obruszać zakazem wprowadzania psa do sklepu, a zachwycać się zakazem palenia w miejscach publicznych. Osobie nie opowiadającej się za żadną z tych kwestii oba zakazy odpowiadają, a palaczowi z psem oba będą przeszkadzać. Jeżeli mamy rozmawiać o uciążliwości społecznej, to każdego powinna obowiązywać na tych samych zasadach, niezależnie od tego, czy chodzi o psa, palenie, sikanie w miejscach publicznych, czy puszczanie radia na cały regulator o 2 w nocy.
~Brim
10 Luty 2012 o 08:44
tragedia – tyle wypocin włożyłaś w to pisanie a czytania ze zrozumieniem brak. Sorry, ale przeczytaj jeszcze raz a potem jak trzeba to jeszcze raz i jeszcze raz – sama piszesz o pomieszczeniach gdzie – uwaga: PRZECHOWUJE SIĘ, PRZYGOTOWYWUJE żywność – chodzi o kuchnię, spiżarnię – raczej do kuchni na zapleczu nie wchodzisz z yorkiem na ręku, ani z labradorem na smyczy… A Twój relatywizm widać po podejściu do papierosów.
~ona
10 Luty 2012 o 08:22
sęk w tym, ze palacze śmierdzą. niestety nie znam żadnego, który by nie śmierdział papierochami. a na dodatek jak pali przy mnie to ja muszę ten smród wdychać, czuć i potem tez śmierdzę!!!
mam sąsiada, który pali na balkonie, jego wiec mu wolno, ale cymbal sie nie zastanowi, ze piętro wyżej czuć tez smród! latem nie moge balkonu otworzyc bo smierdzi. on jest emeryt wiesniak wiec caly dzien musi byc na dworze, zamiast tego siedzi na balkonie – gada non stop i pali.
drugi madry zapala fajke jak wychodzi z domu, 3 pietro, na klatce smierdzi potem z 15 minut i co za tym idzie smierdzi u mnie w przedpokoju…
(ps, dodam, ze kiedys paliłam, rzuciłam bo to glupota jest na maksa)
i jak kochac palaczy?
mniej wiecej tak samo jak właścicieli psów, ktorzy nie sprzątają kup… nie raz porzadne buty wywalalam do smieci bo jakiemuś cfaniakowi nie chcialo sie posprzątać i tak sobie mysle, ze w domu pewnie tacy nie spuszczaja po sobie wody w kibelku….
najgorzej jest po snieznej zimie, kazdy mysli, ze jak pies narobi do sniegu to nie widac i można nie sprzatać. a potem jak śnieg stopnieje, praktycznie na trawniku pod domem sa same kupy!!!!!
rzygać sie chce.
nie cierpie palaczy i psiarzy!!!
niestety, masa psiarzy i palaczy zapracowala sobie na ogolny wizerunek tych grup.
~Wojtek
10 Luty 2012 o 08:28
Odniosę się tylko do tego psiego „śmierdzenia”.
Bzdury pleciesz. Psa może nie kąpie się tak często jak robią to ludzie ale się kąpie. I taki pies NIE ŚMIERDZI!
Poza tym wszystko zależy co pies zjada. Odpowiednia karma i gotowanie przy okazji gotowania dla nas i pies też nie ma prawa śmierdzieć.
~małgo
10 Luty 2012 o 08:31
oj,oj, jak to jest że matka Ziemia jeszcze cię znosi???? Przecież ty dziewczyno nikogo nie lubisz, bije z twojego posta żal, że ktoś może myśleć inaczej niż ty, czy ty jesteś zgorzkniałą starą panną?
Domagasz się tolerancji dla palaczy???? A ja bym wszystkich śmierdzących (tak! palacze cuchną!), dymiących mi na przystankach, w parkach, w pomieszczeniach wrzuciła do jednego pomieszczenia – niech tam się zaczadzą – przecież to dla nich raj!!!!
Dziewczyno, świat, natura to nie tylko człowiek! Nie wiesz jeszcze o tym????
~beauty_caffe
9 Luty 2012 o 17:58
Niestety zakazy nie uwzględniają podziałów na dobrych i złych psiarzy.I często my odpowiedzialni właściciele płacimy wysoką cenę za zachowanie innych „psiarzy” Pozdrawiam cię jako przyjaciółka swoich czterech łap
~Magnificans
9 Luty 2012 o 19:58
No niestety posiadanie psa zobowiązuje. Nie wszyscy czują się pewnie w towarzystwie psa, zwłaszcza wysokokalibrowego, a do sklepów czy kawiarni sierściaki jednak nie powinny mieć wstępu. Kiedy tacham kocura od weta w jego kontenerku, też najpierw zanoszę zwierza do domu, a potem już bez bomby sierściowej wpadam do sklepu po gazetę.
Natomiast fakt, brak możliwości wylegiwania się na trawie w parku jest przykry. Parę razy wyganiali mnie z łazienek. Pewnie wyleżałabym tę trawę całkiem z moimi 56 kilosami żywej wagi.
N
~meren
10 Luty 2012 o 06:23
hej,, ja jestem niesamowita miłosnizjką piesków.. alee poowiem tak! jestem za niewchodzeniem z psami do sklepów i do lokali gastronomicznych! dlaczego? bo pieski linieja.. chciaabys kupic ciuszka całego w kudłach? jakby mój pies wszedł do takiego lokalu to miałabys nie bluzeczkę a futerko. druga sprawa.. widziałam jak babka wchodizła do sklepu z psem. pies wachał i oblizał bułki! otarł się o warzywa lezace na niskiej półce.. a w kolejce za panią z pieskiem dziecko zaczeło się dusić bo miało alergię. (ja np mam alergię na papierosy.. i kurna chcem zyć wiec palacze pomyslcie też o tym.. palcie w dokmu w 4 scianach i sie duście jak wam to sprawia frajdę.. ale jakim prawem niszczycie zdrowie innych osób? )jesli chodiz o kupy… posprzatac.. owszem.. ale nie wyrzucac do kubłów zwykłych na smieci! nie wolno odchodów do takich kubłów wyrzucac! do tego są kosze na odchody. jak nie ma w polblizu to olac babcie i dziadków niech zostanie na trawniku.
ja mam taką zasadę.. nie pozwalam psu się załatwić na trawie gdzie moga biegać dzieci, gdzie może ktoś w to wdepnąć! bo ejstem świadoma że ja np nie chciałąbym isc do szkoły, dziecko mi sie wyrwie zerwać kwiatka z trawnika a zaraz bedzie upierdzielone w gównie..
czyli jednym zdaniem.. nie rób drugiemu co tobie nie miłe..
~Rafał
10 Luty 2012 o 07:08
Wydaje się, że problem powinien być rozwiązany na zasiedzie dobrego wychowania i kultury osobistej (czy coś takiego obecnie funkcjonuję. Nie wchodzę z psem do parku, gdzie się bawią małe dzieci, ludzie mogą odpoczywać na trawie bo jednak nawet siknięcie może u innych spowodować dyskomfort z korzystania z miejsca publicznego teoretycznie dostępnego dla wszystkich. W niektórych parkach są wyznaczone miejsca dla piesków gdzie mogą załatwić swoje potrzeby, „pies to też człowiek”. Problem nasilił się w nowych luksusowych osiedlach: mam komfortowe mieszkanie, dobrą pracę, dobry samochód to do „szczęścia” brakuje mi psa najlepiej rasowego, orginalnego. Pies ze schoniska się nie nadaje bo musi być orginalny. Stawienie przez dziennikarzy problmu na tzw. ostrzu noża „sprzątaj po psie bo jak nie to” wytwarza eskalacje obydwy stron sporu i okopywanie się na swoich pozycjach. W sporze tym ginie problem psów przewodników osób niewidomych i niepełnosprawnych, bezdomność psów i wiele innych problemów związanych z relacjami pies człowiek.
~Aga
10 Luty 2012 o 07:46
Kasiu, psy smierdzą? Śmierdzą palacze, nie psy. To przykra prawda.
Kolejna różnica między psami a palaczami jest taka, że ci drudzy są szkodliwi dla zdrowia wszystkich wokół.
I na koniec: jeśli pochwalasz trzymanie psów w budach, to jesteś lata świetlne za cywilizowanym światem.
Właścicielce Sorbeta życzę wszytskiego dopbrego
~largen
10 Luty 2012 o 07:46
skąd ja to znam??? też z życia,mam pieska,wychodzę z nim i sprzątam po nim,ale to mnie sie obrywa ,inni własciciele piesków nie sprzataja i jakos im to uchodzi plazem,ale ja sprzątam i jeszcze obrywam z tych innych,faktycznie jestesmy dyskryminowani
~aurelia
10 Luty 2012 o 07:55
Wolnosc jednego czlowieka konczy sie tam, gdzie zaczyna sie wolnosc drugiego… I tyle, Psy mi nie przeszkadzaja o ile sraja u Ciebie na Twoim podworku, a nie w miejscach tzw. publicznych, gdzie za chwile po Waszej „kupie” podbiegnie moje dziecko po pilke… Dlaczego nik z nas nie wyobraza sobie i nigdy by nie zaakceptowal gdyby to nagle ludzie zaczeli sie zalatwiac na chodnikach i skwerach??? A czym sie rozni psie gowno od kazdego innego??? Tez smierdzi i jest zrodlem zakazen bakteriami i pasozytami…. Tak na marginesie to ciekawe czy wiecie, ile psich robali w sobie nosicie, milosnicy zwierzat?
~Marlena
10 Luty 2012 o 08:04
Nie zgadzam się z Kasią! To, ze nie można z psem wejśc do kawiarni, sklepu i parku to tylko wymysł nas ludzi a POlacy niestety w tym przodują! A nasze prawo ni jak się ma do rzeczywistości nie tylko jeśłi chodzi o zwierząta! Byłam na wycieczce w Bawarii w maju zeszłego roku! I co i własnie tak powinno być! Restauracja, kolacja wchodzimy silną grupą a tu niespodzianka. Starsze dwa małżeństwa jedzą kolację o obok stołu dwa goldeny leżą i czekają pokojnie na skończenie kolacji przez właścicieli. Kelnerzy chodzą, omijają, psy przyjaźnie machają ogonami! Za chwilkę wchodzi pan z rotwailerem i również siada do posiłku, pies kładzie się obok! I co na to ichni sanepid????? Bzdyra na resorach. Pies który jest w domu jest znacznie czystrzy niż niektórzy ludzie – niestety! Ktoą kto ma takie pjęcie jak za Króla Ćwieczka – pies przy budzie na wsi, to z pewnych rzeczy poprostu sobie nie zdaję sprawy!! I ok, ja to przyjmuję do wiadomości, ale się z tym nie zgadzam i nadal twierdze, że stare przyzwyczajenia i zabobony to nadal w Polsce „prawo”. A tak na marginesie palaczy mi nie szkoda, bo jak chca się na własne życzeni zabijać niech to robia z dala od normalych ludzi. A psies z „normalnym” właścicielem jest znacznie zdrowszy i piękniejszy niż jakikolwiek palacz. Pamiętajmy miarą człowieczeństwa jest nasz stosunek do zwierząt!!!!
~Jagoda
10 Luty 2012 o 08:11
Patrząc z drugiej strony – powinnaś się cieszyć, że właściciele psów są na cenzurowanym – parę lat takiej „cenzury” i może dla wszystkich „psiarzy” będzie jasne, że muszą po swoim psie posprzątać. Bo na razie jesteś w awangardzie.
W moim mieście można na trawie usiąść i z psem wejść.. ale mówię to z pełnym przekonaniem i premedytacją – jeśli moja córeczka (2 latka) jeszcze raz na spacerze wejdzie w pozostawioną luzem psią kupę, to jak przydybię kolejnego właściciela, który nie posprząta to podejdę i go tym wysmaruję.
A`propos kagańców i pilnowania psów – co chwilę jakiś „uroczy” piesek, co „lubi dzieci” skacze na moje dziecko – czy wy ludzie nie zdajecie sobie sprawy, że dla dziecka, które ma 90cm wzrostu każdy pies jest ogromny? I działając odruchowo może chcieć się obronić? Odsuwając nawet najsłodszego psa może np. włożyć mu palec do oka, wtedy pies też zareaguje odruchowo i chapnie. Nie psa wina, bo nie ma silnych na odruchy . Tylko jak wytłumaczyć pogryzionemu dziecku, że psy są dobre, tylko ten pan czy ta pani są bezmyślni?
~ania
10 Luty 2012 o 11:39
Masz racje! Ciagle to samo. Pies nie czlowiek! W parku dzieci na trawnik nie moga wejsc! Ale wlasciciele psow moga swoje szczeniaczki i bydleta wysikac i… I niestety jeszcze wymawiaja to!
A z pyska psa smierdzi!
~kobieta
10 Luty 2012 o 17:46
Dokładnie tak! Zgadzam się w całości!
~Kasia
10 Luty 2012 o 11:51
Pozwolę sobie ustosunkować się tyko do trzymania psa w budzie, bo jeśli chodzi o całą resztę, nie będę nikomu na siłę zmieniać perspektywy – chodziło mi tylko o inny punk widzenia i trochę otwartości, a spotkałam się (po za paroma wyjątkami, które pozdrawiam) z buńczucznością i agresją.
Tak więc wracając do „budy”. Nie mam na myśli przywiązania na łańcuchu w budzie. Nie mam na myśli też trzymania psa na dworze przy -15 stopniach – nie jestem sadystką. Chodzi mi o to, że pies powinien mieć swoje miejsce, z którego mógłby korzystać według własnych upodobań i mieć chociaż cząstkę wolności. Ja sobie nie wyobrażam, żeby mi ktoś mówił „o tej godzinie możesz zrobić siku”, „teraz możesz wyjść na godzinę na spacer” i uważam, że zwierzęta, mimo tego, albo może właśnie dlatego, że to zwierzęta, też nie powinny mieć takich ograniczeń. Pies, „wiejski” (przynajmniej na wsi, którą ja znam), może sobie swobodnie zrobić siku, czy kupę, kiedy ma na to ochotę. Jak chce pobiegać, to ma do dyspozycji kilka hektarów i może biegać, kiedy ma taką potrzebę. Smycz jest zjawiskiem bardzo nietypowym i przytrafia się tylko w wypadku wizyty u weterynarza. Moim zdaniem, to są warunki do trzymania psa. Natomiast spotkałam się (u znajomych) z kilkuletnim dogiem (z mojej perspektywy – wielkości małego konia), mieszkającym z dwójką dorosłych osób i jednym dzieckiem w 32 metrowym mieszkaniu. Pomijam komfort ludzi, ale dla psa, który jest „od ściany do ściany” to też raczej nie jest zbyt wygodna sytuacja. No i oczywiście fenomen jamników mieszkających w bloku na 4, czy 6 piętrze, wchodzących po schodach kilka razy dziennie. Kręgosłupy ponoć mają później w tragicznym stanie, ale w zasadzie weterynarzem nie jestem – tak tylko słyszałam.
Chodzi mi o to, że kury, czy świnie hodowane tylko na mięso, muszą mieć przestrzeń i dobre warunki, bo inaczej to jest barbarzyństwo, natomiast psy, które są tak zadbane, kochane i rozpieszczane, często w tym ciepłym wygodnym mieszkanku męczą się bardziej niż te kurczaki w klatkach. Zwierzęta są dzikie i dzikie powinny pozostać, jeśli nie charakterem, to chociaż poziomem wolności.
~kobieta
10 Luty 2012 o 17:42
Już bez przesady. Ja będąc sobie w parku z dzieckiem nie życzę sobie, żeby jakiś obcy pies ganiał bez kagańca. Jestem w stanie tolerować obecność psów nawet bez smyczy, ale z kagańcem. Nie interesuje mnie, że on jeszcze nikogo nie ugryzł, nie wiem kiedy będzie pierwszy raz. Samym kagańcem nie stanowi zagrożenia, najwyżej przewróci i uderzy, nic poważnego się nie stanie. A na smyczy? Mało to dzieci albo staruszków prowadzi ogromne psy, które bez większego trudu mogą się wyrwać i pogryźć? Albo chociażby ubrudzić kogoś! Bardzo dobrze, że sprzątasz po psie, postawa godna naśladowania
Ale nie oczekuj, że inni ludzie będą bez mrugnięcia okiem akceptować zachcianki typu kawiarnia, autobus, park i pies bez smyczy i kagańca.
~antea
25 Kwiecień 2012 o 18:51
Zajrzalam na ten blog calkiem przypadkowo i musze przyznac,ze bardzo mnie zainteresowal.
Nie bylam w Polsce juz 10 lat, wiec nie wiem jakie jest prawo odnosnie psow, ale czytajac wpis wiele mi to powiedzialo. Tu gdzie mieszkam jest wiele restauracji, pubow, gdzie mozna wejsc swobodnie z pieskiem, nawet hotele lub male dzialalnosci agroturystyczne, gdzie rowniez akceptoja czworonoga. Nigdy nie spotkalam sie z dyskryminacja (chyba ze ze strony azjatow, ktorzy uwazaja psa za grzeszne stworzenie).
Ale do rzeczy. Jestem posiadaczka dwoch malych pieskow (jack russell) i w 100% moge powiedziec,ze moje psy nie smierdza. Po prostu myje je co dzien, maja swoje kosmetyki tzn, szampony, odzywki, perfumy itp. Po prostu jesli dba sie psa, nigdy nie powinien smierdziec. Nie wyobrazam sobie, zeby tuz po spacerze nie umyc moich czworonogow(nawet czysta woda), bo wieczorem maja normalna kapiel, poniewaz oboje spia z nami w lozku(ze mna i moim mezam). Nie wyobrazalabym sobie , zeby zaprosic po calym dniu brudnego psa do lozka. Moi znajomi kapia swoje psy raz na miesiac, ida z nimi do fryzjera na takie zabiegi. Ja je wykonuje sama, lacznie ze strzyzeniem. Nie wiem co daje, pojscie do fryzjera i wykapanie psa raz w miesiacu, gdy ten po wyjsciu zaraz jest brudny.
Apropo palaczy i pijaczkow w parkach. Najbradziej wkurzaja mnie wlasnie pijacy, po ktorych pelno w parku pobitego szkla. Zwlaszcza po weekendzie musze uwazac,zeby moje psiska nie pokaleczyly sobie lapek.
Za palaczami rowniez nie przepadam. Gdy ida ulica i zaciagaja sie dymem, mysla ze kazdy lubi wachac ich smrod, gdy sie idzie za nimi, lub sie z nimi mijamy. Mam na to swoj sposob. Gdy widze,ze bede mijac sie z osoba palaca, biore gleboki wdech, nurkuje w jego dym i szybko go omijam, zeby nie wdychac tego smrodu.
Tak w ogole, wole bardziej towarzystwo (nawet smierdzacego) psa niz niejednego czlowieka. Bo pieski nigdy nie osadzaja, nie pyskuja i zawsze jest sie do czego przytulic.
Pozdrawiam